Jakub Starosta – piekarnia, cukiernia

Impulsem, który spowodował, że zainteresowały mnie dzieje rodziny Starostów była dwa zdjęcia. Na jednym z nich uwidocznione są sklepy na ulicy Mickiewicza, szyld nad oknami „OBERŻA POLSKA„ należąca do państwa Wiktorii i Stefana Olejniczak oraz „Fabryka Wódek i Likierów”. Na kolejnych oknach wystawowych dwujęzyczne napisy na szybach zdradzają nazwiska właścicieli: „Jakób Starosta Piekarnia Bäckerei”, „Rzeźnictwo Fleischerei Bolesław Szuwalski”, „Warsztat ślusarski – reparacja rowerów, centerfug, maszyn, broni Stanisław Lesicki”. Nazwiska, które pojawiają się na kartach historii naszego miasta i które nie zniknęły do dziś. Druga fotografia to grupa ludzi w cukierni pozująca do zdjęcia wykonanego przez niemieckiego fotografa Gottlieba Hecke z ulicy 3 Stycznia 25. Patrząc na to drugie zdjęcie próbuję wyobrazić sobie, jak wyglądało życie mieszczańskie w przedwojennym Nowym Tomyślu. W małym rolniczym miasteczku, którego obszar obejmował praktycznie 2 rynki i 3 -4 ulice, z oświetleniem gazowym, dającym tajemniczą błękitną poświatę, z muzyką płynącą wieczorami z okien i rowerami jako podstawowymi środkami transportu. Czym żyli ci ludzie, z kim się spotykali? Odpowiedzi szukałem u potomków osób z fotografii.

Okazało się, że obie fotografie łączy rodzina Starostów. Wszystkie fotografie użyczyła rodzina Starostów: Heleny Jankowskiej. Mariana Starosty, Elżbiety Mleczak i Kazimiery Pijor.


Pan Jakub Starosta przed swoją piekarnią ul. Mickiewicza ok.1925

ul. Mickiewicza ok.1925

Jakub Starosta urodził się 6 lipca 1890 w Brączewie koło Obrzycka jako najmłodsze, szóste, dziecko w rodzinie. Rodzicami jego byli Wojciech Starosta (ur. 14 kwietnia 1840) i Michalina z d. Mikołajewska. Jego starszym rodzeństwem byli Prakseda, Agnieszka, Władysław, Walenty, Teresa. Szlify piekarskie zdobywał u swojego starszego brata Władysława w Berlinie przy Frankfurter Allee. Wybuch Powstania Wielkopolskiego zastał go w Berlinie i nie zdołał dojechać na czas do Wielkopolski. Pomimo aktywnego uczestnictwa w organizacjach polonijnych w Berlinie został wcielony do armii niemieckiej w latach 1912 -1918, prawie jak każdy poddany niemieckiego cesarza. W archiwum domowym zachowało się również wezwanie do stawienia się we Wrześni datowane na 14 sierpnia 1920, a więc w czasie trwania bitwy Warszawskiej. W tym czasie mieszkał we Wrześni przy  ulicy Warszawskiej 11. Po wojnie pracował najpierw jako pomocnik od 5 lipca 1921 do 19 września 1921 w sklepie cukierniczym u J. Piątkowskiego przy ulicy Św. Marcin 31. Później od 1 października 1922 do 1 września 1923 zatrudnił się jako czeladnik u W. Pilcha przy Św. Marcin 56, a później pomiędzy 15 marca 1924 a 30 czerwca 1925 jako werkmistrz (majster) u cukiernika Stanisława Stypińskiego na Górnej Wildzie. Poprzez swojego kuzyna, który pracował jako kamerdyner u hr. Alfreda Chłapowskiego w oddalonym o ok. 24 km Bonikowie. [http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/doccontent?id=9588 strona 47]. Odwiedzając kuzyna, poznał swoją pierwszą żonę Praksedę z d. Wytyk, która pochodziła z Kościana. Z tego związku urodził się najstarszy syn Jakuba Starosty,  Władysław Starosta (*16 lipca 1925 Poznań, +24 wrzesień 1993 Nowy Tomyśl). Pierwsza żona zmarła jednak przy porodzie syna. Dnia 29 lipca 1925 uruchomił piekarnię w Nowym Tomyślu przy ulicy Mickiewicza w domu państwa Olejniczaków, która działała do czasu ich wysiedlenia do dnia 13 grudnia 1939. Drugą żonę poznał już w Nowym Tomyślu, a o spotkaniu tak opowiada pani Elżbieta Mleczak najmłodsza córka pana Starosty:

„Mamusia miała ciocię z Berlina, którą odprowadzała na pociąg po wizycie w Nowym Tomyślu. Po drodze wstąpili do piekarni taty, aby kupić coś na drogę. Tato zapytał mamę : „Czy nie jest krewną pani Szuwalskiej, bo taka pani do niej podobna.” Mama opowiedziała, że tak. Na drugi dzień tato przyjechał na rowerze z panem Szuwalskim do Kozich Lasek, skąd mama pochodziła .”

Lipiec 1939 1. Anna Zborała 2. Nikodem Zborała 3. Zborała Marian 4. Maria Szczeszyńska 6. Mazurczak 7. Mazurczakowa 9. Staniszewska Danuta (po męzu Brzezińska) 12. Kruszkowa aptekarzowa 14. pani Piątkowa 15. Ignacy Szczepaniak 16. Stefania Szczepaniak 18. pani Lesicka 19. pan Szuwalski 20. pan Lesicki 21. pan Piątek

Lipiec 1939 - otwarcie kawiarni- za bufetem Jakub i Franciszka Starostowie, przed bufetem od lewej - Helena Starostówna, technik z Poznania, Maria Błachowiak (po mężu Zborała), Bronisław Pijor

Pani Franciszka Starostowa urodziła się w Kozich Laskach 17 września 1901, i pochodzi z dużej rodziny Błachowiaków. jej rodzicami byli Ignacy Błachowiak i Maria z d. Dziurla. Jedna z sióstr wyszła za mąż za Nikodema Zborałę oraz natomiast druga za Józefa Ruszkiewicza, a trzecia za Bronisława Pijora. Ślub Jakuba Starosty i Franciszki Błachowiak odbył się  6 listopada 1926. Mieli 4 dzieci: Helenę, Mariana, Edmunda i urodzoną na wygnaniu w Częstochowie, Elżbietę. Egzamin mistrzowski zdał 11 października 1927. Pan Starosta prowadził piekarnię, ale wypiekał też wyroby cukiernicze. W małym pomieszczeniu piekarni stał stolik, przy którym można było zasmakować wyrobów cukierniczych i wypić kawę. Z czasem stała się miejscem spotkań nowotomyskiego mieszczaństwa, a ponieważ nie było polskiej cukierni w Nowym Tomyślu, zrodził się pomysł założenia własnej. Zatrudniono technika z Poznania, który specjalizował  się w uruchamianiu i otwieraniu piekarni i cukierni. I tak tuż przed wybuchem wojny, w lipcu 1939 otworzono cukiernię w miejscu dzisiejszej restauracji Agatka. Zdjęcie, które zwróciło moją uwagę, powstało w czasie jednego z takich „mieszczańskich” spotkań, w czasie otwarcia kawiarni. W mąkę zaopatrywał się w nowotomyskich młynach U R. Schmidta przy ulicy 3 Stycznia i w młynie Braci Maennel przy placu Piłsudskiego 1-2 [dziś Niepodległości 1-2]. Ostatnie pokwitowania datuje się na 25 sierpnia 1939 i opiewa na kwotę 63 zł na 21 kg “mąki żytniej stand. gat 55% ‘Venus’“.

Jak się okazało Starostom nie dane było długo cieszyć się własną cukiernią i spotkaniami ze znajomymi.

Dwa tygodnie przed wojną dzieci – Helenę, Mariana i Edmunda – wysłano do Konina, a później 3 września 1939 na rowerach dojechali rodzice. Po drodze pan Starosta spotkał swojego kuzyna – Franciszka Starostę –  z rodziną i dwa dni krążyli grupą w okolicy jeziora Gopła. Postanowiono, że kobiety z dziećmi wrócą do Tomyśla, a mężczyźni zdecydowali się przyłączyć się do obrony Warszawy. Pod Kutnem okazało się jednak, że nie ma możliwości jazdy w kierunku Warszawy. Po drodze spotkali rodzinę Nyczów i razem wrócili już do Nowego Tomyśla.

Pani Starostowa wróciła z dziećmi ok. 8 września i od razu otworzyła piekarnię z pomocą ucznia Kupsia, a stare ciastka zostały natychmiast wykupione przez wygłodniałych żołnierzy niemieckich. Pan Starosta wrócił po 2 czy 3 tygodniach. W tym czasie w piekarni pomagał też niemiecki żołnierz – w cywilu piekarz – wypiekając chleb dla swojego oddziału. Pan Marian – starszy syn pana Starosty- wspomina tego żołnierza. Przed wojną uczył się gry na skrzypcach na tzw. szkole niemieckiej bazującej na ludowej muzyce niemieckiej. Gdy grał na skrzypcach melodię to żołnierz śpiewał. Żołnierz ten był świadkiem wysiedlenia rodziny Starostów.

O planowanym wysiedleniu zostali powiadomieni tydzień wcześniej przez któregoś z Niemców, więc państwo Starostowie mieli czas przygotować się. Zdołali uszyć plecaki z worków, tak aby łatwiej można było podróżować.

Po rodzinę Starostów przyszli o godzinie 6:00 rano. Niemiecka administracja zakazała zabierać pierzyn, ponieważ całe wyposażenie mieszkania musiało pozostać dla niemieckiej rodziny. Rodzina Starostów została 13 grudnia 1939 wysiedlona drugim transportem w wagonach bydlęcych między innymi razem z rodziną Szczepaniaków i Beylów przez obóz przejściowy w Młyniewie, poprzez Łódź do Częstochowy.

Dom przy placu Niepodległości 22, do którego państwo Starostowie zostali wysiedleni w 1951

Początkowo umieszczono ich tam w sali kina domu Strażaka, a później zamieszkali przy Alei Wolności prawie do końca wojny. W tym mieszkaniu mieszkał także pan Nowak wysiedlony listonosz z Sątop, państwo Łęccy i  Paszkowie z Nowego Tomyśla. Początki życia na wywózce były trudne. Początkowo pan Starosta nie mógł znaleźć pracy i korzystano w pomocy RGO (Rady Główniej Opiekuńczej). Razem z panem Baylem, który miał przed wojną piekarnię przy ulicy Piłsudskiego 3, szukali wolnej piekarni. Nie znaleźli zakładu w Częstochowie, lecz pożydowską piekarnię we wsi Przyrów koło Świętej Anny nad rzeką Wiercicą oddaloną o ok. 35 km na wschód od Częstochowy (przed wojną ok. 330 mieszkańców)  (jadąc na wschód z Częstochowy druga stacja to Złoty Potok – Juljanka i jeszcze 5,5 kilometra furmanką lub piechotą). Rodzina musiała się rozdzielić. Już 14 marca 1940 pan Starosta zamieszkał we wsi

Franciszka i Jakub Starostowie , pierwasza od prawej Władysława Pijor z.d. Błachowiak

Przyrów, Rynek 17,  o czym świadczy zachowany w domowym archiwum tzw. Ausweis czyli dowód osobisty wydany przez Zarząd Gminy w Przyrowie.Co tydzień lub co drugi przyjeżdżał odwiedzić rodzinę w Częstochowie i zasilić ich żywnością. Od 12 roku życia pan Marian handlował żywnością w pociągach, za co w czasie okupacji można było trafić do więzienia lub nawet stracić życie. Najstarsza siostra Helena i Marian uczyli się na tzw. Tajnych Kompletach w Częstochowie. Pan Marian pierwszą klasę gimnazjum ukończył w podziemnej szkole. Pracując w Przyrowie pan Starosta wypiekał chleb dla partyzantów, a mąkę dostarczał młynarz Kulawiak.

Helenka dowoziła informacje od swojego nauczyciela, który należał do AK, do młynarza Kulawiaka, a Marian przewoził listy Żydom z Przyrowa do getta. [więcej  o tym tutaj] Pod sam koniec okupacji w połowie 1944 cała rodzina przeprowadziła się do Przyrowa.

Z Przyrowem związana jest także tragiczna historia. Po kapitulacji Powstania Warszawskiego oddziały Ukraińców z oddziału „SS-Galizien” stacjonowały w klasztorze w miejscowości Św. Anna. Dwóch żołnierzy Ukraińskich szukało sposobu, aby zdezerterować. Szukając kontaktu rozmawiali z dwoma mieszkańcami w Przyrowie. Z innych relacji wynika, że nocowali w różnych domach. Gdy rano jeden z nich wrócił zorientował się, że Polacy zamordowali jego kolegę, spodziewając się, że znajdą przy nim kosztowności, natychmiast zawiadomił jednostkę macierzystą. Pan Marian wspomina, że w niedzielę Ukraińcy zrobili zwiad, ponieważ bawiąc się z kolegami nad rzeką Wiercicą zostali ostrzelani z karabinów. Na drugi dzień [8-1-1945 poniedziałek] od 4:00 rano wieś otoczyło ukraińscy żołnierze z formacji “SS-Galizien”. Zgromadzonych mężczyzn podzielono na trzy grupy. Większość zatrzymanych wyprowadzono i wykorzystano do budowy umocnień, ale grupę 30 mężczyzn Ukraińcy zaprowadzili do chaty, w której był zamordowany Ukrainiec, i obrzucili granatami zapalającymi. Dwóch chciało uciekać, ale zostali dobici strzałami z karabinów. W sumie zginęły 43 osoby. Punkt zborny był akurat przy piekarni pana Starosty. Sam pan Jakub nie został wzięty, ponieważ tłumaczył się, że piecze chleb dla Wehrmachtu. Jednak dom, w którym mieszkali Starostowie także został ostrzelany, z powodu choinki, która stała w pokoju, dawała refleks w oknie, co sprowokowało żołnierzy do oddania serii.

Do domu przyszli Ukraińcy, znaleźli mundur Bractwa Kurkowego i dwa Krzyże Żelazne z I Wojny Światowej, a pan Starosta został potraktowany jak dezerter z frontu wschodniego. Obszukano kieszenie marynarki- w kieszeni znajdowała się złota obrączka, której później już nie znaleziono. Na szczęście nie było pana Bayla ponieważ jeździł w niedzielę do Częstochowy. Żołnierze radzieccy zajęli Przyrów 18 stycznia 1945.

Pani Starostowa z synem – 15-stoletnim Marianem – przyjechali do Nowego Tomyśla już pod koniec lutego. Było jeszcze słychać strzały w Poznaniu. Pan Marian musiał w pierwszym rzędzie wyrobić sobie dowód tożsamości na Milicji, której siedziba mieściła się koło dzisiejszego Atrium. O tym, że jest Polakiem zaświadczył pan Piór – jego wujek. Po powrocie w mieszkaniu nie zastali już żadnych mebli, ale pozostało przedwojenne wyposażenie kawiarni, choć już znaleźli się chętni, aby „wyszabrować” pozostałe sprzęty. Warunki były trudne, jako posłanie służyły łóżka szpitalne, które jeszcze długi czas pozostały w rodzinie. Reszta rodziny dojechała nieco później. Zachowała się przepustka z  dnia 19 marca 1945 wystawiona w języku polskim i rosyjskim z zezwoleniem wyjazdu do Nowego Tomyśla, celem “odbudowania swojego mieszkania i umeblowania, z którego został wysiedlony przez Niemców w 1939 roku“. Pierwszą noc państwo Starostowie razem z państwem Beyl spędzili w mieszkaniu nad kawiarnią.

W kawiarni i w domu pracowała Niemka Inga, która wyjechała w 1947 roku, pomagała w cukierni i opiekowała się mała najmłodszą córką Elżbietą.

Jeszcze przed wojną cała kamienica przy Starym Rynku 23 [dziś pl. Chopina 21] należała do rodziny szewca Otto Joachima, ale z niewiadomych powodów miasto przejęło tę nieruchomość i nadarzyła się okazja zakupu całej kamienicy. Państwo Starostowie postanowili kupić te kamienicę. Ktoś poradził im jednak, że aby przystąpić do kupna dopiero w drugim przetargu, w który jak zakładano, że cena kamienicy będzie niższa. Jednak już w pierwszym przetargu kamienicę kupił pan Czajczyński.

Od lewej Jakub Starosta

Już 26 marca 1945 otrzymał pan Starosta pozwolenie na uruchomienie piekarni – już w innym miejscu- w podwórzu ulicy Mickiewicza 17, naprzeciwko kawiarni, którą w czasie okupacji prowadził niemiecki piekarz Jost i w której pracował jako pomocnik pan Bernard Kaźmierczak. [patrz artykuł].

Po pewnej stabilizacji  Starostowie wrócili do pomysłu uruchomienia cukierni, której właścicielem była pani Czajczyńska. W tym czasie kamienica z piekarnią (Mickiewicza 17) należała do pani Zieleśkiewicz z Poznania. Rodzina ponownie jednak zainwestowała w nieruchomość, założono kanalizację i prąd, a kawiarnię otworzono pod nazwą „Kawiarnia – Piekarnia Starosta”. Stosowne zawiadomienie o rozpoczęciu prowadzenia “przedsiębiorstwa handlowego sprzedaży win, kawy, herbaty, piwa, lemoniady, wody sodowej, słodyczy  oraz ciastek własnego wyrobu z równoczesnym podawaniem do spożycia na miejscu”  złożył pan Starosta 16 kwietnia 1947. Jednak w pamięci rodzinnej zachował się wspomnienie, że kawiarnia była uruchomiona równolegle z piekarnią, jeszcze w roku 1945.

Jak wszystkim prywatnym przedsiębiorcom na przełomie lat 40-tych i 50-tych władza ludowa wypowiedziała tzw. “bitwę o handel” i rodzina Starostów była zmuszona do zamknięcia zarówno kawiarni jak i piekarni. Tym sposobem pozostała bez środków do życia.

Synowie pana Starosty Marian i małoletni Edmund zaangażowali się w ruch antykomunistyczny i należeli do organizacji o nazwie “Tajna Organizacja Wyzwoleńcza” przemianowanej później na „Podziemny Ruch Oporu”, za co zostali uwięzieni w maju 1949. Starszy Marian skazany został  22 września 1949 na 10 lat, a 15-letni wówczas Edmund na osobnej rozprawie w Grodzisku Wlkp w dniu 8 listopada 1949 na 3 lata. [patrz wpis w IPN].

Od lewej pan Dembiecki (miał piekarnię na pl. Niepodległości - dziś piekarnia p. Poprawskiego), pan Kotecki, od prawej pan Zieliński, Jakub Starosta, Zygmunt Sarbak

Jesień 1954 tuż po wyjściu z więzienia - od lewej Emund i Marian Starosta, Skibiński Witold, kolega nie związany z konspiracją i Edmund Listewnik

W organizacji tej występowali pod pseudonimami: Marian – „por. Orzeł” a Edmund – „kpr. Sęp”. Starszy karę odbywał m. in. w Rawiczu, w Ośrodku Pracy Więźniów w Jelczu, we Wrocławiu na ul. Kleczkowskiej, w Raciborzu i w Ośrodku Pracy Więźniów Strzelcach Opolskich. Małoletni brat Mariana, Edmund przebywał w więzieniach w Grodzisku Wlkp, Wronkach i Jaworznie k. Krakowa przypłacił zdrowiem. Podczas odsiadywania wyroku zachorował na nerki, co umożliwiło mu na półroczną przerwę w odbywaniu kary. Ostatecznie w więzieniu przebywał 22 miesiące i wyszedł  21 sierpnia 1951, mając wtedy 19 lat.

Pan Marian wyszedł na wolność 29 września 1954, czyli w więzieniu przebywał 5 lat 4 miesiące i 13 dni. Więcej o tym pisze Zenon Czesław Wartel w swojej książce „Pod butem Hitlera i Stalina” (str. 278 do 282). Represje dotknęły również rodzinę. Pan Starosta nie mógł znaleźć pracy, a pani Starostowa została nawet aresztowana w czasie wesela najstarszej córki Heleny (29 lipca 1950), po uprzednim przeszukaniu domu w poszukiwaniu złota przez funkcjonariuszy Bezpieki.

W lipcu 1950 musieli zamknąć kawiarnię, a na jesień 1950 zostali wysiedleni do chaty przy placu Niepodległości nr 22 (wtedy Nowy Rynek 22) na rogu z ulicą Komunalną, która przed wojna należała do młynarza Rauscha. Najstarszej córce Helenie ze względu na jej stan (oczekiwała dziecka), za wskazaniem lekarza, pozwolono mieszkać jeszcze do stycznia 1951. Później pani Helena z mężem zamieszkała przy ulicy3 Stycznia, koło dawnej fabryki Romana Nitsche. Podobny los spotkał państwa Szczepaniaków, którzy mieszkali w domu pani Weberowej czy Skibińskich przy placu Chopina, którzy zamieszkali w domu państwa Kańdułów na końcu ulicy Piłsudskiego. Dom, w którym teraz mieszkali Starostowie, przewidziany był do rozbiórki, więc gdy padał deszcz podstawiano wiadra, miski, na głowy sypał się tynk z sufitu.

Mieszkali tam aż do później wiosny 1958 do momentu, gdy państwo Zborałowie wyprowadzili się do nowego domu. A trzeba przypomnieć, że żony pana Nikodema Zborały i Jakuba Starosty to siostry Błachowiakówny. Przeprowadzka na stary dom państwa Zborałów została przeprowadzona w tajemnicy z obawy przed zajęciem mieszkania przez dzikich lokatorów. Z pomocą wujów Błachowiaków z Kozich Lasek rzeczy z domu państwa Zborałów zostały przewiezione do nowego domu, natomiast drugim wozem od razu przewieziono rzeczy państwa Starostów na nowe miejsce na ulicę Mickiewicza 8. Przydział na takie mieszkanie można było otrzymać tylko za zgodą władz i wyniku corocznie wysyłanych przez panią Starostową odwołań od odmownych decyzji, w końcu gdy do władzy doszedł Władysław Gomułka, magistrat zezwolił na zasiedlenie pierwszego wolnego mieszkania.

Państwo Starostowie na przyjęciu u Zborałów, na zdjęciu Andrzej i Zborała Nikodem z żonami, państwo Szczepaniakowie oraz ks. Michał Kosicki

Po zamknięciu piekarni i kawiarni przez jakiś czas rodzina Starostów pozostała bez środków do utrzymania. Jednak  nawet dla władz komunistycznych zawód piekarza okazał się jednak tak potrzebny, że został on ponownie zatrudniony przez WSS. Pracował w piekarni przy ulicy Poznańskiej, w której kierownikiem był pan Zieliński. Pracował tam aż do chwili uzyskania renty w roku 1958.

Na koniec artykułu chciałem zaprezentować  pewne zdjęcie z początku lat 60-tych, które jak mi się wydaje oddaje ducha przedwojennego jeszcze mieszczaństwa.Oto grono znajomych zasiada przy stole w domu pana Nikodema i Marii Zborałów.

Od lewej Stefania Szczepaniak, Andrzej Zborała, Franciszka Starosta zd. Błachowiak, Janina Skonka (stoi- córka Nikodema Zborały), Helena Kubacka, Roman Zborała, Nikodem Zborała (stoi), Ignacy Szczepaniak, Maria Zborała z d. Błachowiak, ks. Michał Kosicki, Janina Zborałowa żona Andrzeja, Starosta Jakub. Zdjęcie wykonał pan Teofil Kubacki. To jest krąg mieszczaństwa, który odszedł bezpowrotnie, a sam słowo przez kilka dziesięcioleci zostało wyszydzone i zapomniane. Dziś warto przywrócić temu słowu, właściwe znaczenie, które oznacza trwałość, solidność, pracę społeczną i tradycję.