- Olędry Nowotomyskie - http://oledry.pl -

Walerian Anderson – bohater czy zdrajca?

[1]Zapoznając się z materiałami i relacjami na temat Powstania Wielkopolskiego 1918/19 w Nowym Tomyślu, wielokrotnie natrafiałem na wzmianki o postaci oficera pruskiego Andersona, który jakoby poprzez zdradę walnie miał się przysłużyć do bezkrwawego przejęcia Nowego Tomyśla przez Powstańców.
Informacje były sprzeczne, rysując osobę oficera raz jako zdrajcę, a przynajmniej jako nie do końca uczciwego patriotę, a raz jako bohaterskiego żołnierza, wiernego Polskim Siłom Zbrojnym i krajowi, jakiemu służył. Poniższy tekst jest zapisem sposobu, w jaki postać Andersona odsłaniała się w kolejnych dokumentach, do jakich udało mi się dotrzeć.
W broszurce Paula Paetzolda z 1928 p.t. „Wie Neutomischel polnisch wurde. Aus den Schiksalstagen der Provinz Posen 1918/19” (Jak Nowy Tomyśl polskim się stał. Z pamiętnych dni Prowincji Poznańskiej 1918/19), Anderson został przedstawiony w najczarniejszym świetle, co spotęgowało moje wyobrażenie o nim jako o sprytnie zakamuflowanym szpiegu – patriocie na wzór postaci filmowych, podobnym może nawet do Wallenroda, nie wspominając o Klossie.
Broszurę tę komentuje Kazimierz Bross w wydanej w roku 1935 publikacji pod tytułem „Przyczynki do historii Powstania Wielkopolskiego – Nowy Tomyśl – Zbąszyń 2/3 1.1919 – 7/8 1. 1919 [2]” :
Zdaniem autora [P. Paetzolda]chodziło tu najoczywiściej o zdradę, której dopuścili się dwaj główni „zdrajcy niemczyzny” niemieccy porucznicy rez. Werner i Anderson. Działalności ich poświęcone są dalsze rozdziały broszurki. Dowiadujemy się z nich, że obu wytoczono proces o zdradę stanu w sądzie polowym inspekcji obrony krajowej V korpusu, umorzony jednak w drodze amnestii.

Niepochlebnie wypowiadał się też o nim ostatni starosta niemiecki Rissmann. Obarczał go winą śmierci dwóch żołnierzy wysłanych z karabinem maszynowym do Porażyna na wysunięty posterunek:
Rada Robotników i Żołnierzy w Nowym Tomyślu reprezentowana przez swojego zatrudnionego w niej podporucznika Andersona wysłała do Porażyna wskutek tego dwóch (!!) ludzi z karabinem maszynowym, którzy jednakże po odebraniu karabinu maszynowego wkrótce zostali przepędzeni. Podobno padły też strzały. Kto rozstrzelał, o tym krążyły najróżniejsze plotki. W każdym razie zostali ci dwaj szeregowcy pochodzący z Dąbrowy odprowadzeni i mieli być jakoby następnego dnia na mocy wyroku sądu doraźnego rozstrzelani. (ustny przekaz porucznika Andersona złożony mi 29 grudnia poprzedniego roku [1918]).
Informacja o tych wydarzeniach znalazła się również w kronice szkoły w Dąbrowie. Wiejski nauczyciel Oscar Böhm pisze o wspomnianych żołnierzach:

Otto Neumann i Gotthold Xenodochius [mieszkańcy Dąbrowy], którzy pełnili służbę w budkach wartowniczych na odcinku do Opalenicy, zostali pojmani i ze stacji Porażyn odtransportowani do Opalenicy i Poznania, ale po trzech [31-12-1918] dniach zostali wolno puszczeni.

Zadawałem sobie pytania: czy aby ta rysująca się w mojej wyobraźni romantyczna postać jest realna? Jakie Anderson nosił imię? Skąd pochodził? W archiwach niemieckich we Freiburgu i Berlinie nie odnaleziono żadnej wzmianki o tym byłym pruskim, bądź co bądź, oficerze.

Pewne wskazówki dawał Paetzold, który wspominał o nim jako o nauczycielu ze wschodniej Wielkopolski. Początkowo nie dawałem wiary tym informacjom, ponieważ cała ta broszurka miejscami wydawała się mało wiarygodna lub przedstawiała zasłyszane plotki jako fakty, zwykle nie podając nazwisk świadków.

Pierwszą, po wspomnianej broszurce, odnalezioną przeze mnie relacją, która wymieniała nazwisko naszego bohatera był opis wydarzeń w powiecie nowotomyskim, spisany piórem hrabiego Stanisława Łąckiego, jednej z kluczowych postaci tamtych wydarzeń, opublikowany w 1919 w książce Karola Rzepeckiego pod tytułem “Powstanie Grudniowe w Wielkopolsce 27.12.1918 [3]
26. 11.[1918] udało mi się pozyskać oficera Andersena [w rzeczywistości nazwisko brzmi Anderson] z komendy obwodowej jako organizatora milicji. Okazało się bowiem, że nie jest on Niemcem; ojciec jego był Szwedem, a matka Polką. Obiecał mi on wstąpić do wojska polskiego, co też uczynił i jest bardzo dzielnym porucznikiem wojska naszego.
Oficjalne potwierdzenie faktu wstąpienia Andersona do wojska polskiego (i jego imię!) odnalazłem w rozkazie dziennym Nr 193 z 16. lipca 1919 Dowództwa Okręgu Generalnego w b. zaborze pruskim [4]. Zapis ten informował, że ppor. Anderson Walerjan z byłej armii niemieckiej został przydzielony do Dowództwa Okręgu Wojskowego II. Dodatkowo 4 dni później rozkazem dziennym nr 197 na podstawie dekretu Naczelnej Rady Ludowej (odpowiednika powstańczej władzy cywilnej) nr 191 z 24. czerwca 1919, ppor. Walerjan Andreson (z byłej armii niemieckiej) został przyjęty do Sił Zbrojnych Polskich w byłym zaborze pruskim i mianowany porucznikiem ze starszeństwem (czy wstecznie) od 1. stycznia 1915 r.

Kolejną oficjalną informację o poruczniku – tym razem na temat przeniesienia służbowego –  odnalazłem w rozkazie dziennym nr 237 w paragrafie 27 z 16-10-1919:
Przydzielam następujących oficerów do 1. pułku rezerwowego 1) kpt. Zenktelera Kazimierza, 2) por. Vogla Dionizego, 3) por. Andersona Walerjana, 4) por. Marcinkowskiego Jana 5) ….” i innych 18 podporuczników wymienionych z nazwiska i imienia.

Wiedziałem już, że Walerjan Anderson służył pod dowództwem ówczesnego kapitan Zenktelera, równocześnie dowódcy II Okręgu Wojskowego z siedzibą w Grodzisku, co ułatwiało dalsze poszukiwania. Oczywiście w dalszym ciągu zadawałem sobie pytanie czy to nie zbieżność nazwisk, wszak w publikacjach podawano tylko nazwisko „Anderson”.

W końcu dokumenty z Centralnego Archiwum Wojskowego w Warszawie potwierdziły wszystkie plotki i domysły.Walerian Anderson urodził się w Kcyni w katolickiej rodzinie jako syn kupca Jana Andersona i Józefy z domu Niszyk. Jego żona miała na imię Anna. Dotarłem także do jego własnoręcznie zapisanego życiorysu:

Wychowanie moje otrzymałem najpierw w domu rodzicielskim. Od 6 do 14 roku uczęszczałem do 8-mio klasowej szkoły seminaryjnej (Seminar-Übungschule) w mieście rodzinnym. Po ukończeniu tej otrzymałem wyszkolenie dalsze przez nauczycieli prywatnych. Wstąpiłem w 17 roku życia do seminarium nauczycielskiego w Pile i złożyłem po 3 latach egzamin dojrzałości na  tej szkole. Po roku praktyki musiałem odsługiwać mój rok służby wojskowej jako jednoroczny od 1.IV. 1913 – 1.IV.1914. Po ukończeniu służby wojskowej byłem aż do wybuchu wojny światowej zatrudniony jako nauczyciel w Nabyszycach [13 km na wschód od Ostrowa].
Pierwszego dnia mobilizacji musiałem się stawić do Ostrowa do aktywnego pułku nr 155.
Wyruszywszy w pole, brałem udział jako kapral w pierwszych walkach we Francji i to pod Longwy, Boismont, Pierregot, przatem leżałem w pozycjach pod Verdunem. Na patrolu pod
Verdunem w lesie Moiree zostałem rannym w lewą rękę. Po 8 tygodniach przebytych w lazarecie zostałem odkomenderowany na trzymiesięczny kurs oficerski, gdzie mnie najpierw
sierżantem liniowym a potem po ukończeniu kursu oficerem mianowano: 07.8.1915. Nadmieniam, że z 40 aspirantów oficerskich komenderowanych na kurs tylko 3 na oficerów awansowano, pomiędzy nimi i ja oficerem zostałem.

Jako podporucznik brałem udział w wyprawie przeciw Serbji, walczyłem tamże od początku
do końca a potem w Macedonji i w starej Turcji pozostając potem w Monasterzu (Monastir), przy bułgarskim A-O-R jako oficer łączności. Z Monastera przesadzono mnie do aktywnego
pułku Nr. 152, przy którym byłem instruktorem dla aspirantów oficerskich. Po 5 miesięcznej
pracy tam przesadzono mnie do 5 baonu pospolitego ruszenia (Landsturm=Btl.5 ) w Rosji, gdzie najpierw jako dowódca kampanii a potem jako dowódca baonu służbę pełniłem.
Posiadając dobre wiadomości języka bułgarskiego zostałem odkomenderowanym na
szkołę tłumaczy do Berlina, a późnej na seminarium wschodnie. Na życzenie pułkownika
bułgarskiego Rutszefa zostałem odkomenderowany do 11. A-O-R w Sofji, ponieważ
jednak nie byłem zdolnym do okolic zwrotnikowych, nie mogłem przyjąć stanowiska w Sofji. Komenderowany do Biedruska, pełniłem służbę jako oficer przy kulomiotach, przy celnych strzałach (Scharfschüzen), miotaczach min, a potem w lecie r. 1918 jako oficer oświaty przy tej samej formacji.

W wrześniu r. 1918 komenderowanym zostałem jako adjutant przy O-K-U (Bezirkskommando) w Nowym Tomyślu. Przatem w listopadzie po rewolucji obrano mnie do rady żołnierzy i mianowano mnie komendantem Straży Ludowej w Nowym Tomyślu. W tym stanowisku rozbiłem w styczniu 1919 w Kirchplacu – Buruj [Boruja Kościelna] pod Nowym Tomyślem niemiecki „Heimatschutz”, który się w Nowym Tomyślu usadowić zamierzał, i w taki sposób zdobycie Nowego Tomyśla ułatwiłem. Po stronie Polaków brałem udział w pierwszych uderzeniach w okolicy Nowego Tomyśla i zostałem potem mianowanym według rozporządzenia dawniejszej rady ludowej, składającej się z panów kapitana Zenktelera, hrabiego Łąckiego i pana Klemczaka, komisarzem na obwód Nowotomyski w miejsce złożonego z urzędu niemieckiego komisarza, na którym stanowisku jeszcze urzęduję.

Nadmienić chciałem, iż jestem wynalazcą nowej maszyny do kopania torfu, która w roku 1914 w Berlinie opatentowana została. Oprócz tego znajduje się Berlinie mój wynalazek wojskowy t.z. ”Leuchtblock” w r. 1918 pod Nr: A 30335 VII 70, który również opatentowanym zostanie.

Walerian Anderson
Policyjny komisarz obwodowy

Osobiście opisane losy, zawarte w owym życiorysie, pokrywały się więc ze zdawkowymi informacjami z innych źródeł. Z dokumentów można było jeszcze dowiedzieć się, że od 1.7.1919 do 31.7.1919 służył przy sztabie Okręgu Wojskowego II w Grodzisku, oraz od 1.8.1919  do przynajmniej 10.9.1919 (najpóźniejsza data wymieniana w dokumentach) jako dowódca I baonu garnizonowego na froncie.

Co jednak z dylematem – bohater czy zdrajca? Dobrą opinię o por. Andersonie na pewno wystawił jego dowódca kpt. Zenkteler:
Por. Anderson jest doskonałym oficerem. Znajomości wojskowe bardzo dodatnio zużywa w prowadzeniu swojego baonu. Uważam go za bardzo dobrego oficera.

Obraz ten burzy jednak, po raz kolejny, książeczka Paula Paetzolda  „Wie Neutomischel polnisch wurde. Aus den Schiksalstagen der Provinz Posen 1918/19” (Jak Nowy Tomyśl polskim się stał. Z pamiętnych dni Prowincji Poznańskiej 1918/19).
Pojawia się w niej list mieszkańca Miedzichowa, Gottlieba Thonke, który oskarża por. Andersona o kradzież strzelby Browning w styczniu 1920. Dodatkowo zarzuca mu, że za jego przyczyną przeszło 21 godzin spędził w areszcie. Gottlieb Thonke wspomina jeszcze, że Anderson z powodu defraudacji siedział w więzieniu w Poznaniu.
Wzmiankę o więzieniu potraktowałem początkowo zdawkowo, zakładając, że jest podyktowana emocjami…
Sam Anderson w opublikowanym poniżej liście odpowiada na zarzuty mieszkańca Miedzichowa. Swój czyn motywuje faktem, iż działał zgodnie z prawem, ponieważ każda sztuka broni musiała być oddana nowym polskim władzom.
Opisana sprawa była trochę zaskakująca, informacje na poły plotkarskie, a sam list wydawał mi się mieszaniną emocji i faktów, trudnych do zweryfikowania. Intrygującym szczegółem tego fragmentu publikacji było jednak co innego. Miejscowość, w której mieszkał Anderson w chwili pisania listu. Pod listem odczytałem dopisek  „23 luty 1928 Gernrode”. Znów pojawiły się pytania. Co się właściwie stało, że nasz lokalny bohater zamieszkał w Niemczech?
Nie od razu skojarzyłem zaskakujący rozkaz odnaleziony w  Dzienniku Personalnym 5/1921 [5] str.33   , którego fragment brzmiał:
Skreśleni zostają:
154. Dekretem L. 2438 z dnia 10 stycznia 1921 z listy oficerów w wojsku:
por. Anderson Walerian z 155 p.p. przyjęty do wojska dekr. L.1430 z d. 17.X.1919r

Zdegradowany, ale dlaczego? Wrócił do cywila, do zawodu nauczyciela? Nie miał kwalifikacji by być oficerem? Ostateczne rozwiązanie zagadki znalazłem w CAW-ie. Zachowały się tam akta personalne I.481.A1308 (AP 835), z opisu których można się dowiedzieć, że Walerian Anderson został skreślony z listy oficerów 5 lutego 1921 na mocy wyroku.

A więc w relacji, początkowo uznanej przeze mnie za emocjonalną, tkwiło jakieś ziarno prawdy.  Obraz nieskazitelnego bohatera i patrioty, jaki mi się początkowo rysował, nieco poszarzał. Do samych akt nie ma dostępu, ze względów organizacyjnych w archiwum, więc zagadka – kim na prawdę był Walerian Anderson? –  musi jeszcze poczekać na rozwiązanie. Studiując jednak historię Powstania Wielkopolskiego warto wiedzieć, że taka postać rzeczywiście istniała.