- Olędry Nowotomyskie - http://oledry.pl -

Dziś na ścieżkach dzieciństwa i młodości – 17/18 maja 2011 roku, cz. 1

[1] Jak truizm na łamach Przeglądu Nowotomyskiego zabrzmi stwierdzenie, iż Ziemia Nowotomyska w 1786 roku stanowiła największy w Wielkopolsce obszar osadnictwa olęderskiego, a jego budowniczymi byli niemieccy ewangelicy. Z drugiej strony być może nigdy dość odwoływania się do przeszłości, która ukształtowała naszą małą ojczyznę. Nowopowstałe miasto obok mieszkańców niemieckich z czasem zaludniali Polacy i Żydzi. Historię, kulturę i tradycję  dwustuletniego miasteczka, przez pierwsze jego sto lat istnienia kształtowali jednak ewangelicy i staroluteranie narodowości niemieckiej. Kształtując swoje życie zgodnie z wyznawanymi religiami i wartościami tworzyli specyficzną dla siebie infrastrukturę tego terenu. Cmentarze ewangelickie wyznaczają  dziś – nie bez przyczyny – granicę obszaru olęderskiej kolonizacji na terenie nowotomyskiej ziemi. Musimy mieć świadomość współdzielenia jej tożsamości z tymi, którzy kiedyś byli jej mieszkańcami. Kto kiedykolwiek zapoznał się z myślą o dziejach narodów Ryszarda Kapuścińskiego wie, że: Granica małej ojczyzny przebiega tam, gdzie znajdują się najdalej położone groby naszych przodków i bliskich.
Potomkowie nowotomyskich mieszkańców narodowości niemieckiej, którzy powracają tutaj przynaglani pamięcią o swoim dzieciństwie i korzeniach odbywają nie tylko swoją sentymentalną podróż. Są też dla nas przykładem w pielęgnowaniu pamięci, znakiem, iż nasza ziemia ukształtowana przez tak wiele kultur ma swoją określoną tożsamość, o której i my musimy pamiętać, bo jak stwierdził przywoływany wcześniej Kapuściński – Pamięć jest niezbędnym składnikiem małej ojczyzny. Pozwala nam zachować ją we wspomnieniu, nawet jeżeli utracimy z nią kontakt bezpośredni. Tak długo jak żyjemy i gdziekolwiek jesteśmy pozostaje ona cząstką naszej tożsamości, naszym znakiem identyfikacynym. Ma to szczególną wartość  dziś, bowiem dla wielu ludzi ich miasto, region, ich mała ojczyzna stanowią tarczę, niszę, pożądaną osłonę przeciw gwałtownym postępom niwelującej wszystko globalizacji. [wstęp Sylwia Kupiec]

[2]

Przyjazd 17.05.2011 - dworzec w Nowym Tomyślu

We wtorek, 17. maja 2011, w południe pociągiem z Berlina do Nowego Tomyśla, przez Frankfurt nad Odrą przybyły trzy panie: Gertrud Henkel, Ursula Timm i Ursula von Strassmann. Kilka tygodni wcześniej zaplanowały trzydniowy pobyt w mieście i tak też się stało. Chciały jeszcze raz przejść się ścieżkami swojego dzieciństwa i lat młodzieńczych.

Przemek Mierzejewski zaofiarował swoją pomoc jako „przewodnik” oraz zadeklarował chęć zawiezienia do miejsc, które chciały zobaczyć po latach. Ku ich dużemu zaskoczeniu w mieście
gościła również pani Gudrun Tabbert, chcąca spędzić z nimi kilka dni w Nowym Tomyślu. Przemek i Gudrun prowadzą stronę internetową o historii Nowego Tomyśla i okolicy:” Olędry Nowotomyskie”. [tłum. Przemek Mierzejewski]

[3]

Widok na ul. Mickiewicza

[4]

pl. Niepodległości - widok w kierunku ul. Mickiewicza

Powitane na dworcu kolejowym panie skierowały się od razu do hotelu i po krótkim odpoczynku, po południu udały się na pierwszy spacer po mieście. Jako pierwszy odwiedziły parafialny cmentarz katolicki, aby zadumać się nad grobami zmarłych przyjaciół.
Gdy znaleźliśmy się z powrotem w centrum miasta, przy kawie, ciastku i lodach w kawiarni Kachlickiego, przy ul. Mickiewicza – będącej wcześniej główną ulicą handlową Goldstrasse – snuliśmy plany na następne dni pobytu.
Późne popołudnie tego pierwszego dnia był zarezerwowane było na wizytę u długoletniej znajomej jednej z Pań.

* * *

[5]

Sklep mięsny Kotta - ul. 3 Stycznia w Nowym Tomyślu Marzec 1926 - zbiory prywatne

[6]

Rodzina Kott - 1935 festym dla dzieci przy strzelnicy (ul. Sienkiewicza) - zbiory prywatne

W środowy poranek, 18 maja 2011 roku rozpoczęliśmy realizowanie planu zwiedzenia tych miejsc w okolicy, jakie Panie pamiętają ze swojego dzieciństwa. Pierwszą wycieczkę odbyliśmy ścieżkami wspomnień pani von Strassman.

[7]

Podróż wspomnień pani v. Strassmann

Rodzina pani Strasmann mieszkała wcześniej w Nowym Tomyślu, a jej ojciec był właścicielem sklepu rzeźniczego Kotta. Spędziwszy lata młodości w Nowym Tomyślu, w 1940 roku przeprowadziła się wraz z rodzicami do Czerwonego Dworu koło Zbąszynia.Udaliśmy się więc w tym kierunku. W oddali dało się zauważyć charakterystyczne wieże kościoła katolickiego w Zbąszyniu, ale nie one były celem naszej wyprawy… Jeszcze na obrzeżach miasta przejechaliśmy przez przejazd kolejowy i po chwili skręciliśmy w lewo. Najpierw zostawiliśmy w tyle domy stojące po obu stronach wyasfaltowanej drogi, aż w końcu samą drogę. Polna, wyboista ścieżka prowadziła nas dalej prosto przez łąki i pola, do kilku stojących w oddali budynków.
Pani von Strassman skomentowała wtedy, że droga wygląda nadal tak samo, jak ją pamięta, jednak dziury wydają się nieco większe…, co wywołało ogólny śmiech.
Przypomniała też sobie, że ten odcinek (ok. 2-3 km) przemierzały dzieci z położonego nieopodal sioła piechotą, nie tak wygodnie (tj. autem) jak my teraz. Rankiem w owym czasie była wprawdzie okazja, aby pojechać do szkoły samochodem wiozącym mleko do miasta, ale w południe obywało się coś, co się nazywało „biegiem w kierunku domu”.


[8]

Pani v. Strassmann podzieliła się z nami swoimi wspomnieniami - 05/2011

[9]

Widok na łąki w Czerwonym Dworze - 05/2011

[10]

Czerwony Dwór - wjazd do majątku 1942 - zbiory prywatne

[11]

Czerwony Dwór - budynek mieszkalny 1942 - zbiory prywatne


Udaliśmy się zatem na mały plac, aby się rozejrzeć. Pani von Strassman objaśniła nam, że budynek z cegły, przed którym stoimy to dawny dom pracowników.
Żyli tutaj i hodowali do własnego użytku przysługującą im jako deputat świnię, a całymi dniami pracowali w majątku. Pani von Strassmann wiedziała, że z domu jej dzieciństwa nic nie zostało, ponieważ został rozebrany przed laty. Gdy dostrzegliśmy resztki fundamentów przy rozrzuconej górce ziemi, jeszcze raz na chwilę wróciły osobiste wspomnienia. Idąc dalej, dowiedzieliśmy się, gdzie stały stajnie i stodoły, w których wieszano szynkę, a także w którym miejscu rósł sad (kilka drzew wciąż stoi), a gdzie łąka z kwiatami. Radość z wciąż stojącego przy drodze, prastarego kasztanowca była ogromna.

[12]

Ostatnie spojrzenie - 05/2011

W pamięci pani von Strassmann tkwił od lat widok tego miejsca w najgorszym dla niego momencie – gospodarstwo zniszczone, ziemia leżąca odłogiem. Wspominając dzieciństwo i to jak wiele gospodarstwo znaczyło dla jej ojca, była bardzo szczęśliwa, że teraz znów mieszkają tutaj rodziny, które dają przyszłość i sens temu miejscu i tej ziemi. Zrobiło jej się lekko na duszy, że ten stojący wcześniej przed jej oczami widok zniszczeń, teraz przez pryzmat tej wizyty zostanie zastąpiony nowym, pozytywnym, bo przyszłość tego miejsca rysuje się w jasnych barwach.
Rzuciwszy na nie ostatnie, pożegnalne spojrzenie, pani von Strassmann zdecydowała, że ruszamy dalej.

[13]

Historyczna lokomotywa - 05/2011

Podróż kontynuowaliśmy tą samą wyboistą drogą i jak na zamówienie, chyba dla podkreślenia wspomnieniowego charakteru tej wyprawy, na przejeździe kolejowym włączyły się czerwone światła, a w kierunku Zbąszynia przejechała po torach stara lokomotywa parowa.

* * *

[14]

Dawny cmentarz Sękowo - krzyż upamiętniający - 05/2011

Na drodze do Nowego Tomyśla kolejnym przystankiem był krzyż w Sękowie, mający przypominać o tym, że w przeszłości istniał tu cmentarz ewangelicki. Trzy panie ucieszyły się, że to miejsce zostało uporządkowane i upamiętnione. Wspominały o pochowanych tutaj członkach swoich rodzin oraz innych, którzy znaleźli tutaj swoje miejsce spoczynku.
Cmentarz w Sękowie był jednym z pierwszych, na których w roku 2009 postawiono krzyż dla upamiętnienia mieszkających i pochowanych tutaj w przeszłości ewangelików. [Upamiętnienie cmentarzy ewangelickich 24-09-2009 [15]]
Obok Sękowa krzyże stanęły na dawnych cmentarzach w Paproci, Przyłęku i Glinnie. W 2010 roku pojawiły się także w Starym Tomyślu, Lipce Małej, Kozich Laskach oraz Grubsku [Łączy nas przeszłość, współczesność i wiara w jednego Boga. – poświęcenie krzyży na cmentarzach ewangelickich 30-09-2010 [16]]. Warto w tym miejscu dodać, że dzięki stałemu wsparciu finansowemu tej inicjatywy Przemysława Mierzejewskiego ze strony Urzędu Miasta i Gminy, będzie ona kontynuowana także w tym roku. W roku 2011 przewidziane jest postawienie krzyży z biblijną sentencją na cokołach, na cmentarzach w Nowej Róży, Bukowcu, Cichej Górze i Chojnikach.

[17]

ewangelicki cmentarz Cicha Góra - 05/2011

[18]

... w myślach na dawnym cmentarzu ewangelickim w Cichej Górze - 05/2011

[19]

Widok z leżącego na wzniesieniu dawnego cmentarza ewangelickiego w Cichej Górze - 05/2011

Ale wróćmy do naszej wyprawy. Dalej trasa wiodła nas do Cichej Góry, do rodzinnych stron pani Timm. Bohaterka kolejnych wspomnień poprosiła aby zatrzymać się przy wjeździe do miejscowości. Chciała rzucić okiem na znajdujący się na wzgórku cmentarz oraz na leżące naprzeciw niego pole chmielowe. Nie ma tutaj jeszcze pamiątkowego krzyża, ale gdy pani Timm usłyszała, że również na tym cmentarzu zostanie postawiony we wrześniu, była uszczęśliwiona. Grobów dziś wprawdzie nie można rozpoznać, ale nieskończona ilość konwalii, które porastają teren, wskazuje na to, że tutaj właśnie się znajdowały. Pomimo tego (albo właśnie może dlatego) takie gesty, jak stawianie krzyży są bardzo istotne, bo nie tylko umożliwiają dawniejszym mieszkańcom czy ich potomkom odnajdywanie śladów własnej przeszłości, a przede wszystkim skłaniają do zadumy nad pojednaniem i wspólną przeszłością.

* * *

[20]

... w obejściu rodziny Timm, w tle stodoła - zdjęcia prywatne

Ruszając w dalszą drogę, skręciliśmy w lewo przejeżdżając obok rozproszonych po całej wsi domów. Cicha Góra, jak wiele miejscowości w tej okolicy, jest dawną osadą olęderską i stanowi ona zbiór domostw „nakrapianych” na krajobraz.
Co rusz mijaliśmy leżące pojedynczo gospodarstwa, pola, łąkę na której stała klacz ze swoim młodym.

* * *

[21]

Podróż wspomnień pani Timm

Pośrodku tego swoistego rezerwatu przyrody stoi nowoczesna instalacja do wydobywania gazu. Można rzec, że w tym miejscu sąsiadują ze sobą przeszłość i teraźniejszość. Współczesne realia sprawiają, że instalacja musi tam stać i jest częścią niezbędnego dzisiaj systemu pozyskiwania gazu, ale w tej idylli starego pejzażu olęderskiego wydaje się być jednak ciałem obcym. Trzeba mieć nadzieję, że może zostanie ono zasymilowane poprzez zasadzenie drzew lub stworzenie pastwisk. Okazało się, że wspomniana instalacja stoi na łące, która należała do gospodarstwa rodziców pani Timm.

* * *

[22]

miejsce dzieciństwa - 05/2011

[23]

.. spojrzenie za siebie - 05/2011

[24]

Rodzina Timm przy żurawiu, charakterystycznym dla zagród olęderskich - zdjęcie prywatne

Nasza kolejna bohaterka poprowadziła nas drogą na prawo, do nieco dalej leżącego gospodarstwa. Właśnie tu spędziła swoje dzieciństwo. Gdy wyszliśmy z samochodu, by lepiej się przyjrzeć temu miejscu, pani Timm podzieliła się z nami swoim wspomnieniem. Okazało się, że wiele pól i łąk, które swego czasu okalały gospodarstwo, zostało dziś porośnięte lasem, a drzewa w przeszłości nie znajdowały się tak blisko budynku. Drogę do Nowego Tomyśla (ok. 5 km), zarówno ona jak i jej rodzeństwo, wielokrotnie przemierzała piechotą. Płynący wzdłuż ich ziemi kanał odwadniający, który służył w czasach dzieciństwa pani Timm jako plac zabawy. Dziś już nie udało się go odszukać. Z rozmowy z obecną właścicielką gospodarstwa dowiedzieliśmy się, że ziemie wokół zabudowy zostały dawno temu sprzedane, a że nie zajmuje się już rolnictwem, tym samym „gospodarstwo” nie jest już właściwie odpowiednim określeniem. Pani Timm była nieco rozdarta pomiędzy tym, co pozostało w jej wspomnieniach, a tym, jak to miejsce wygląda dzisiaj. Niemniej życzyła gospodarzom i ich dzieciom wszystkiego dobrego na przyszłość, szczególnie dziś, w tym czasach dużych przeobrażeń.

* * *

[25]

wejście do dawnego cmentarza ewangelickiego w Albertowsku - 05/2011

[26]

Nagrobek Timm - Tepper - Albertowsko 05/2011

Jako, że Pani Timm wiedziała, iż podczas akcji katalogowania cmentarzy i nagrobków (http://www.oledrynowotomyskie.e7.pl/cmentarze [27]) w Albertowsku Przemek Mierzejewski odnalazł jeden dobrze zachowany grób rodziny Timm, za następny cel obraliśmy leżący w lesie tamtejszy cmentarz ewangelicki. Pani Ursula była bardzo wzruszona, że może zobaczyć autentyczny grób małżeństwa Gottlieba Dienegotta Timm (ur. 1850, zm. 1922) i jego żony Johanny Beaty Tepper (ur. 1849, na nagrobku nie było daty śmierci), tak jak został postawiony przed wieloma laty. Byli to przodkowie jej rodziny, którzy – co można udowodnić przeszukując księgi kościelne – mieszkali w Cichej Górze i Albertowsku od ok. 1740 roku.

[28]

To jest grób brata dziadka - Albertowsko 05/2011

Ten leżący w środku lasu cmentarz skłaniał do zadumy przodkach. Nasze zdziwienie faktem, że zachowała się jeszcze reszta cmentarza i że nie został on zrównany z ziemią, było tak samo duże, jak radość z możliwości odwiedzenia tego miejsca.

* * *

[29]

krótka wymiana wspomnień na skraju drogi - Kąkolewo 05/2011

Jadąc do Kąkolewa i tutaj zatrzymaliśmy się na chwilę, ponieważ dostrzegliśmy stojącego przy szosie na chodniku pan Tadeusza Bukiewicza, dawnego mieszkańca Nowego Tomyśla, pamiętającego jeszcze czasy przedwojenne. Pan Tadeusz pozdrowił panie podróżniczki i rozmawialiśmy krótką chwilę, posługując się mieszanką języka polskiego i niemieckiego.

* * *

Następnym przystankiem – wybranym tym razem przez Przemka Mierzejewskiego, był cmentarz w Juliance. O historii tej kolonii nie można prawie nic znaleźć w dokumentach i źródłach. W zasadzie cała wiedza historyczna o tym miejscu sprowadza się do faktu, że takowe istniało. Cmentarz jest  – co częste –  schowany w lesie, trudny do znalezienia, ale jednak zachowany. Panie były ponownie zafascynowane tym, że mogły odwiedzić takie miejsce. Ku własnemu zdziwieniu zauważyły, że nie byliśmy w ostatnim czasie jedynymi nawiedzającymi to miejsce, ponieważ na jednym wrośniętym w drzewo nagrobku znajdowały się świeżo zerwane kwiatki.
Nagrobki tam stojące mają przeważnie około stu lat. Można było odczytać napisy na tu i ówdzie zachowanych tablicach. Fascynujące jest to, że można jeszcze odnaleźć te kamienne pomniki pamięci, które uchodzą za symbol starego osadnictwa olęderskiego wokół Nowego Tomyśla.
Panie wyraziły ogromną wdzięczność za to, że mogły zobaczyć to miejsce, a także za to, że cmentarz ten został utrzymany. To między innymi taka reakcja uświadamia jak cenną, a właściwie konieczną rzeczą, jest dbałość zachowanie tych miejsc dla naszych potomnych, aby przestawić im historię osadnictwa olęderskiego, a zarazem historię wspólnej przeszłości polskich i niemieckich mieszkańców.

[30]

Nie do odnalezienie wśród drzew cmentarz w Julianace 05/2011

[31]

Odczytano, kto tutaj spoczywa na cmentarzu w Juliance - 05/2011

[32]

Kilka nagrobków na cmentarzu Julianka sprawia duże wrażenie - 05/2011

[33]

I znów patrząc za siebie- cmentarz w Juliance ukryty za drzewami - 05/2011


* * *

Trasa wiodła nas dalej do Bukowca, ale tutaj podjechaliśmy tylko do słynnego drewnianego kościoła pw. św. Marcina (zbudowany 1737-1742) i nie wysiadając z auta rzuciliśmy okiem na budowlę dla przypomnienia poprzednich wizyt.

* * *

Z ogromem wrażeń wróciliśmy do Nowego Tomyśla. Chociaż z pewnością jeszcze więcej wspomnień i refleksji spadło na nasze bohaterki, jednak nie mogły one zapobiec burczeniu w brzuchu…

[34]

Fontanna przed Sądem- Ratuszem na pl. Niepodległości

Skierowaliśmy się więc do restauracji „Sandra” (wcześniej „Pod Czarnym Orłem”, nieco później „Pod Złotym Orłem”). Pierogi, jedna z najbardziej znanych i najsmaczniejszych potraw w Polsce, były jednym z dań wybranych przez panie. „To smak naszego dzieciństwa” – jak powiedziały – „nasze mamy wciąż to gotowały i chętnie jedliśmy pierogi jako dzieci”.

* * *

Po kolacji rozeszliśmy się. Wieczorem trzy panie zrobiły sobie jeszcze samodzielnie daleki spacer po mieście ich dzieciństwa i młodości. Pani Strassmann, która przemierzała ulice miasta nie tylko wieczorem, ale także wcześnie rano, wspominała drogę wzdłuż Szarki, gdzie jako dziecko często się bawiła, a później z przyjaciółkami przesiadywała i kreśliła plany na przyszłość, nie przeczuwając przecież, co się naprawdę się. Szkoda tylko, że dziś ta zielona oaza jest tak zaniedbana, że w niektórych miejscach ciężko ją poznać.